Białoruski dyktator planuje założenie firmy w Szwajcarii

Czy nowy interes ostatniego dyktatora Europy ma szansę się powieść?
Czy nowy interes ostatniego dyktatora Europy ma szansę się powieść? foto.delfi.lv
Ostatni dyktator Europy, prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka wraz z rosyjskim partnerem chce utworzyć firmę handlującą potasem w kantonie Zug w Szwajcarii. Nowopowstała firma Soyuzkali już od stycznia 2013 może pomóc dyktatorowi w ucieczce przed międzynarodowymi sankcjami.

Od nowego roku białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka będzie współzarządzał zasobami potasu, uznawane za najważniejszy z surowców Białorusi, poprzez firmę prawnie założoną w Szwajcarii. Tak ogromne zasoby potasu, jak Białoruś na świecie ma tylko Kanada i Rosja. Jak ogłosił oficjalnie premier Białorusi Vladimir Semashko poprzez oficjalną tubę propagandową, rządową agencję Belta, firma ma działać wraz z rosyjskim współudziałowcem związanym z Kremlem Sulejmanem Kierimowem. W białoruskich mediach wiadomość o założeniu Soyuzkali jest uznawana za niewymierny sukces oraz "pierwszy, tak istotny projekt Białorusi i Rosji".



Obecnie firma Soyuzkali, która powstała z połączenia państwowego zakładu Belaruskali i rosyjskiego Uralkali (po 50 % udziałów należy do Belaruskali, a druga połowa do Uralkali) stara się o rejestrację działalności handlowej w kantonalnym urzędzie Handelsregisteramt w Zug w Szwajcarii. Co ciekawe, białoruski potentat ze względu na nagminne łamanie praw człowieka wobec własnych obywateli nie ma prawa wjazdu do Szwajcarii.

Inna ciekawostką jest fakt, że nowopowstała firma prawdopodobnie uniknie bycia na „czarnej liście” firm, które podlegają unijnym sankcjom. Dlaczego? Spółkę z kapitałem mieszanym joint venture o wiele trudniej jest doprowadzić pod paragraf, tym bardziej, że firma zostanie ugruntowana nie w Mińsku a w Szwajcarii, zaś kraj ten nie należy do Unii Europejskiej. Być może Łukaszence pomogły doświadczenia z ubiegłych lat. W sierpniu 2011 roku cztery koncerny petrochemiczne należące lub kontrolowane przez Łukaszenkę m.in. Grodno Azot oraz Grodno Khimvolokno spotkały sankcje gospodarcze ze strony Stanów Zjednoczonych. Tym samym zgodnie z dokumentem wydanym przez jeden z wydziałów amerykańskiego departamentu finansów (Office of Foreign Assets Control - OFAC) amerykańskie firmy nie mogą prowadzić interesów z białoruskimi spółkami (w tym wypadku chodzi o konglomerat Belneftekhim, w którego skład wchodzi m.in Grodno Azot). Była to jasna odpowiedź na polityczne opresje, brutalne rozprawy z aktywistami politycznymi, dziennikarzami i w końcu zwykłymi obywatelami, do jakich doprowadził reżim.

Warto dodać, że także Unia Europejska tylko w marcu tego roku z powodu łamania praw człowieka w tym kraju narzuciła sankcje gospodarcze ponad trzydziestu firmom z Białorusi.

Co na to szwajcarski urząd kompetentny ds. gospodarki SECO (Staatsekretariat für Wirtschaft)? Niestety analizując ten fatalny przypadek SECO jest bezradne. Jeśli bowiem białoruska firma nie ma wyłącznego właściciela, tak jak to ma miejsce w przypadku Soyuzkali, nie ma powodu do narzucenia jakichkolwiek sankcji takiej firmie. Sprawa nie tylko dotyka przeciwników reżimu, ale też zwykłych Szwajcarów, którzy nie wyobrażają sobie działalności kontrowersyjnej firmy pod auspicjami helweckiego prawa. Byłoby to pośrednie finansowanie reżimu a zysk liczony w miliardach dolarów może szczególnie przysłużyć się aparatowi kontroli (chodzi o białoruską służbę bezpieczeństwa, która zarządza m.in. słynnymi koloniami karnymi w tym kraju).

Jakby było mało, jeśli powiedzie się rejestracja działalności Soyuzkali, (już teraz białorusko – rosyjskie konsorcjum jest w posiadaniu 43 % światowych złóż/rezerw potasu) a formalności zapewnią jej pewny start firma może starać się o udogodnienia jakie przysługują każdej firmie w Szwajcarii. Łatwy dostęp do kredytów zaciąganych w międzynarodowych bankach, fantastyczne niskie podatki i wysokie odsetki z dochodów to niedługo, być może, przywileje jedynego europejskiego dyktatora. Dla Łukaszenki gra jest warta świeczki, bo na rynku surowców - potas i nawozy sztuczne osiągają wciąż zawrotne kwoty (ok. 500 - nawet do 800 dolarów za tonę). Gdy firma zacznie rzeczywiście działać już w 2013 roku, potężny Soyuzkali może dyktować nowe ceny surowca.

Do momentu oficjalnego zakończenia rejestracji firmy szwajcarskie władze nie wypowiadają się na temat przyszłego funkcjonowania Soyuzkali.
Trwa ładowanie komentarzy...