O autorze
Uważam, że w polskim internecie jest wciąż wiele do zrobienia. Brakuje czegoś w rodzaju wartościowych przekazów oddolnych. O Szwajcarii nadal wiemy niewiele. Stąd pomysł na bloga.

Zajmuję się freelancerskim pisaniem regularnym do Czasu Kultury, Literatek oraz RadiaJazz.fm. Ostatnio także dla Rity Baum, Odry, niezależnego magazynu bukinistycznego "Archipelagi" i Feminoteki.

Lubię skondensowaną treść, ale w życiu im mniej poukładania i stabilności, tym lepsza wróżba do bycia w ciągłej mentalnej podróży.

***
(rocznik 1984) Absolwentka socjologii oraz wiedzy o sztuce na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu. Studiowała także na Fachhochschule für Verwaltung und Rechtspflege w Berlinie. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Zürich ist „zureich”. Przewodnik subiektywny po mieście

Stare miasto (Altstadt) w Zurychu
Stare miasto (Altstadt) w Zurychu źródło własne
Niebieski to tradycyjny kolor szwajcarskiego miasta kantonalnego Zürich (zamiennie: Zurych). Kolor ten zdobi nie tylko połowę miejskiej flagi, ale także oznaczone są nim miejskie tramwaje i autobusy, znaki uliczne oraz strefy parkowania. Skoro mowa o kolorze niebieskim w czasie trwającej promocji tego kraju pod hasłem wypoczynku nad wodą przez tutejszą izbę turystyki, udajemy się w stronę Jeziora Zuryskiego. Stąd już widok na Alpy, godzina drogi do lodowca – ale powoli.

Potraktujmy rzecz krótko: nie ma idealnego przewodnika po mieście, zostaje sentymentalny pogląd własny, najczęściej są to impresje zależne od wielu czynników i okoliczności. Nie zapomnę, jak przed moją przeprowadzką do Zurychu znajoma osoba opowiedziała mi swoje najsilniejsze wrażenie z pobytu w tym mieście. „To był koniec marca, początek kwietnia gdy w okolicach dworca centralnego w słońcu przewijało się mnóstwo ludzi z nartami na plecach i z kijkami pod pachą”. Wtedy z niedowierzaniem słuchałam podobnych historii. Także takich jak rysowany przede mną obraz alpejskich dzwonków dumnie podzwaniających raz po raz na tamtejszych krowach.



Z tego punktu widzenia owe fakty okazały się prawdziwe. Zaś miasto o zasięgu globalnym ma definitywnie coś z alpejskiej wioski. Mieszkańcy Zurychu przy dobrej pogodzie w drodze do pracy widzą ośnieżone szczyty Alp Szwajcarskich. Natomiast w drodze powrotnej do domu zdarza się im zatrzymać w okolicach rzeki Limmat lub Sihl i ku uciesze obserwatorów, odstawić na bok nieodłączną hulajnogę, pozbyć się ciasnego "białego kołnierzyka" służbowego uniformu i wskoczyć z wysoka do krystalicznej wody.

Można też jakieś 15 minut pociągiem od centrum (pociągi w całej Szwajcarii w pełni rekompensują brak metra) udać się na plaże tak zwanego „złotego wybrzeża” do Küsnacht. Duża szansa, aby w pobliskim markecie spotkać samą Tinę Turner. Bowiem większość tych najbardziej usytuowanych mieszkańców pracując w centrum, mieszka na przedmieściach. Zresztą samo sąsiedztwo Tiny Turner może być dla niektórych wystarczającą przesłanką do poszukiwania lokum w tamtych rejonach.

W samym Zurychu jest sześć kąpielisk plażowych i pięć kąpielisk mieszczących się na linii obu rzek Sihl i Limmat. Według mnie samej najpiękniejsze kąpielisko czyli „Badi” znajduje się na promenadzie wzdłuż jeziora, nieopodal placu Bellevue i budynku opery – Seebad Utoquai. Ważna uwaga: ujęcia wody w Zurychu są tak czyste, że nadaje się ona bezpośrednio do picia. Tym samym droga woda ze sklepowych półek (ok. 3 CHF) może być napełniana wielokrotnie w licznych miejskich fontannach. Co każdy tutaj praktykuje na zasadzie przyjętego zwyczaju.



Miasto złożone z 12 dzielnic (die Kreise) wiodące prym w światowych rankingach jakości życia, słynące z przyjaznego otoczenia („gay- friendly”) sytuuje się nieodmiennie również na szczycie statystyk, które traktują o najdroższych miejscach na świecie. Na tej sławie powstało nawet potoczne określenie Zurychu wymawiane jako Zureich (z niem.: „zu reich” – zbyt drogi, dostatni).

Gdzie jest więc najdrożej? Bezwzględnie na Bahnhofstrasse, która łączy się ze słynnym Paradeplatz. Ten prestiżowy adres znany jest nie tylko w Szwajcarii. Sława tego miejsca sięga daleko poza granicami kraju. Siedziby banków UBS i Credit Suisse, zegarki i biżuteria (Türler), wyśmienite pralinki od Sprüngli, piękna elewacja hotelu Savoy oraz galeria Gmurzynska, gdzie oko cieszą dzieła epoki modernistycznej. Generalnie bardzo burżuazyjny rewir szaleńczego szastania pieniędzmi. To w tych okolicach mieści się międzynarodowa giełda papierów wartościowych SIX Swiss Exchange. Zaś szwajcarski parkiet to europejskie El dorado dla tych, co inwestują w złoty kruszec. Pod ziemią w tym miejscu mieszczą się słynne „schweizer Tresore” (sejfy szwajcarskie). Nieruchomości w tej części miasta to z pewnoscią typ idealny do zdobycia w grze Monopoly. Albo …punkt spotkań alterglobalistów.



Ci wcześniej zanim się spotkali, debatowali z pewnością w słynnym Dada Club. Niewielu bowiem wie, że ruch Dada powstał właśnie w Zurychu. Dziś mieszkańcy miasta wskazują drogę do obecnego muzeum poświęconego dadaizmowi zwanego Cabaret Voltaire na Spiegelgasse 1. Sama często w ramach rendezvous przychodzę tutaj na pyszną kawę, by dać się uwieść atmosferze bohemy, obserwując absurdalne rarytasy do kupienia w muzealnym sklepie.

Dadaiści, ale też takie osobistości jak James Joyce czy austriacka pisarka Ingeborg Bachmann żyli i tworzyli w czasach pożóg, niepokoi i konieczności szukania azylu. Do dziś w Zurychu prężnie działa fundacja James'a Joyce’a. Jakże łatwo natknąć się w mieście na wmurowane kamienne memoriały, że oto tu spędzał czas słynny Dublińczyk kończąc wersy dzieła wszystkim znanym jako ten nie- do- przeczytania „Ulisses”. Przy tym nie można nie wspomnieć o takich zuryskich rezydentach jak Tomasz Mann, C.C. Jung czy Richard Wagner a nawet Włodzimierz Lenin.

Skoro o osobistościach mowa, warto wstąpić do kościoła Fraumünster przy Kämbelgasse 2, gdzie obejrzymy witraże autorstwa samego Marca Chagalla. Fantastyczna hala główna zuryskiej komendy policji to już praca Augusto Giacomettiego. Dość o sztuce, stojące na światowym poziomie zbiory Kunsthaus, Muzeum Rietberg, Landesmuseum czy Haus Konstruktiv w pełni zaspokoją najbardziej wybredne gusta!

Zaś na sztukę w przestrzeni miejskiej można popatrzeć w górę podziwiając słynnego anioła („L’Ange Protecteur”) artystki Niki de Saint Phalle w holu głównym dworca kolejowego. Dworzec kolejowy Zürich Hauptbahnhof (HB) to okno na świat: Paryż słynnym TGV dostępny po 4 godzinach, Mediolan po niecałych dwóch. Zaś ilość peronów (54) i liczba dziennych przewozów (ponad 2.900) mogą przyprawić o lekki zawrót głowy. Lotnisko Zürich Flughafen to już zresztą osobna legenda. Ewenementem jest, że zakupy wolnocłowe można zrobić nie tylko w trakcie wylotu po przejsciu kontroli osobistej, ale także po przylocie na zuryskie lotnisko.

Najwyższym punktem miasta jest góra Uetliberg (873 m). Daje nam ona szalenie dobry widok (360 stopni) na miasto z turkusowym Jeziorem Zuryskim, urokliwymi dolinami i śnieżnymi szczytami w oddali. Panorama idealna, idylla i miejsce szczególne. Najlepiej z tego miejsca zjechać dwugodzinnym malowniczym szlakiem rowerowym.

Dla fanów piłki nożnej nie będzie nowością, że to w Zurychu mieści się główna siedziba FIFA. Chodzi plotka, że tak jak w przypadku podziemnych sejfów na Paradeplatz, ci z FIFA ponoć… obradują w podziemiach. Czyżby bliskość amerykańskiego potentata informatycznego Google z wynalazkiem Google maps, nad którym pracuje się w dzielnicy Zürich – Enge kazała im wzmożyć czujność kryjąc się pod powierzchnią?

Główne zasady przeżycia w mieście brzmią nieco staroświecko. Po pierwsze: nie spóźniaj się, bycie 5 minut przed czasem jest w najlepszym tonie. Tym bardziej, że zegary Mondaine są zawieszone tutaj wszędzie jako nieodłączny element miasta. Do pracy udawaj się na rowerze. Po co psuć tkankę miasta, ten mikrokosmos nieznośnym łoskotem i spalinami, gdy mamy do czynienia z absolutnie punktualnymi usługami miejskiego przewoźnika ZVV? A jeśli już musisz, zawsze pierwszeństwo będzie miał pieszy. Trzeba go wyjątkowo traktować, a on zawsze podziękuje przyjaznym machnięciem ręki. Segreguj papier i tekstylia, pralki używaj zgodnie z rozkładem dyżurów w twoim bloku. No i zainstaluj aplikację ZVV na systemie i Phone lub Android. Rozkład pociągów czy autobusów idealnie co do przysłowiowej minuty pojawi się na ekranie smartphone’a.

A ten kto lubi się bawić wybiera się na imprezę do Mediolanu. Wróci rannym pociągiem z powrotem do Zurychu. Bowiem miasto Zurych mimo ponad pięciuset klubów różnego rodzaju nie gwarantuje bywalcom imprez anonimowości jaką daje metropolia. Można to zrozumieć: W końcu cały ten kraj jest mniej więcej wielkości Londynu.

No chyba, że kameralność tego miasta nam w ogóle nie przeszkadza. Wtedy bawimy sie w klubie Alte Börse, gdzie kiedyś mieściła się stara giełda a do klubu wjeżdżamy windą z lat 50. XX wieku. Lub wybieramy modny Kaufleuten, awangardowy Die Rote Fabrik, gejowski Lotus Club albo Gonzo w czerwonej dzielnicy na Langstrasse. Wyjątkiem totalnym w sensie wydarzenia tanecznego jest słynna Street Parade w sierpniu, kiedy wszyscy balangowicze są w Zurychu na stadionie Letzigrund. Tutejsza Street Parade jest większa niż wyspiarska impreza London’s Nothing Hill Carnival. Z drugiej strony pamiętam genialny obrazek w stylu komiksowego wycinka, który ukazał się być może w poczytnym Neue Zürcher Zeitung lub Tages Anzeiger, przedstawiający nocne kolejki do wielu zuryskich bankomatów w sobotę wieczorową porą. Z przymrużeniem oka należy traktować powyższe, jako świetną ripostę i część prawdy odnośnie klubowych cenników.

Nie sposób nie wspomnieć o słynnym już pomieszanym szwajcarskim dialekcie Schwizer dütsch (czasem też Schwyzertütsch) słyszalnym w różnych dzielnicach Zurychu: Niederdorf, Albisgüetli czy na Oerlikonie. Ogólnie na dzień dobry usłyszymy przyjazne „Grüezi!”, ale w ramach podziękowań lepiej już z atencją odpowiedzieć „Merci”, zamiast „Danke schön”. Żegnać się jest najlepiej brzmiącym z retroromańskiego „Ade!” (albo jak inni sądzą z francuskiego „Adieu!”). Zurych reklamowany za pomocą sloganu jako Downtown Switzerland, jak ulał pasuje do kosmopolitycznego charakteru miasta.

A propos koloru niebieskiego…. Wskażę teraz drogę poza szlakiem muzealnym, gdzie w słynnej restauracji Kronenhalle (Rämistrasse 4), której ściany pamiętają dalece intelektualne dyskusje z ubiegłego wieku wisi orginalne płótno stałego ówczesnego bywalca Marca Chagalla (dzieło niestety bez nazwy). Obraz ten jest prawdziwą perłą, dumą właścicieli, znakomicie oddającym klimat tego miasta. W końcu w Zurychu wszystko (lub prawie wszystko) jest pierwszej klasy!

Trwa ładowanie komentarzy...