43. Międzynarodowe Targi Sztuki Art Basel na finiszu

Niekwestionowana gwiazda „Słonecznego patrolu” Pamela Anderson, która była niespodziewanym gościem tegorocznej edycji Art Basel po przylocie rezolutnie odpowiedziała „Najlepszym lekarstwem na zwalczenie jet lag’a jest pójście do muzeum”.


Desant imprez artystycznych na całym świecie wciąż trwa. Ale tylko Art Basel ma tę globalną reputację i opinię najbardziej opiniodawczych targów sztuki współczesnej. Jest swoistą bazą dla dzieł genialnych i niezaprzeczalnym sukcesem organizatorów.



Mimo wieloletniego kryzysu ekonomicznego sztuka jest ekspansywna i coraz droższa. Nie dziwi więc fakt, że marka przedsięwzięcia Art Basel sięga Miami (od 2002 roku), a od 2013 roku obejmie nawet daleki wschód, metropolię Hong Kong. Także hale targowe w samym sercu targów na Messeplatz 1 wciąż się rozbudowują. (W tym roku to był wielki plac budowy!)

O ugruntowanej pozycji światowego lidera w tej dziedzinie, niemalże olimpiady sztuk – jak nieodmiennie określa to przedsięwzięcie The New York Times mówią fakty: ponad 300 starannie wyselekcjonowanych galerii z 36 krajów, 2.500 wystawianych artystów, zaś rekord liczby zwiedzających z roku na rok wciąż jest przekraczany. W tym trzeba dodać czołowe głowy kolekcjonerów, aukcjonerów czy poważnych kupców, takich jak Jerry I. Speyer, Laurence Graff, Eli Broad. W większości są to Amerykanie, ale rosną w siłę wielbiciele sztuki ( z grubym portfelem) z Indii, Arabii Saudyjskiej, Chin i Rosji. To dla nich organizatorzy Art Basel utworzyli dodatkowy dzień pokazowy na spokojne zakupy bez tłumów zwiedzających znany jako „VIP Opening Day” – rzecz jasna na zaproszenie. Dodatkowy dzień invitation - only zorganizowano też po to, aby uniknąć ….szturmu na bramki z zeszłej edycji Art Basel.

Dyrektorzy muzeów też tu bywają: Nicholas Serota (Tate, Londyn), Richard Armstrong (Fundacja Guggenheim’a), Alain Seban (Pompidou Center, Paryż) czy Lisa Philips, reprezentująca Nowe Muzeum w Nowym Jorku. Na parę dni to także mekka dla celebrytów, a marszandzi wschodzących gwiazd mieszają się ze słynnymi osobistościami stanowiącymi trendy i autentycznymi laikami, którzy pretendują do stania się częścią renomowanego święta sztuki.


W targowych small talks absolutnie należy zachwycać się sekcją Art Unlimited. To bijące serce hali targowej, gdzie mieszczą się najbardziej szalone percepcje artystyczne, a widzom pozwalają uprawiać grunt własnego umysłu. Sztuka bez granic to sztuka multimedialna składająca się na potężne instalacje, często obrazoburczą sztukę performance, slajdy i wideo. Na początek pochodzący z Meksyku Damián Ortega reprezentowany przez Galerię Gladstone z Nowego Jorku. Jego instalacja „Architecture without Architects” (2010) została osobiście wybrana przez kuratora sekcji Art Unlimited Gianniego Jetzera, na co dzień szefa Szwajcarskiego Instytutu Sztuk Współczesnych w Nowym Jorku.

Rozgryźć instalację jest szalenie trudno, za pomocą kuratora – przewodnika po halach targowych idzie jaśniej zrozumieć ideę przewodnią gigantycznego oeuvre. Wiszące meble użytkowania codziennego są podniesione do rangi surrealistycznej i monumentalnej. Fantastyczny i zdekonstruowany pokój dzienny skłania do przyjęcia nowej perspektywy widzialności, życia drobnomieszczańskiego nie da się już sprzątnąć pod dywan.


Artystyczna percepcja w plakatowym dziele „Tibet, Tibet” (2008/09) Hamisha Fultona prezentowanego wraz z Galerią Riis z Oslo pokazuje jak konkretne miejsca i specyficzne wydarzenia nie mające szansy dziać się „tu i teraz” mogą zawładnąć przestrzenią galeryjną. Koncept nie tyle prosty, co istotnie bezpośrednio oddziałuje na widza.


Ostatnie spojrzenie w hali Art Unlimited warto skierować na „Open Universe” (2011) Ricci Albenda dzieło wystawione dzięki Galerii Kreps z Nowego Jorku. Poprzez zawiśnięcie pomiędzy ścianami trójwymiarowej rzeźby widz ma wrażenie lewitowania pomiędzy ścianami boksu. Nierzeczywistość, brak akomodacji dla oka, ale też ułuda i znikająca perspektywa mogą być błogim doświadczeniem. Cechy „Open Universe” dobitnie świadczą o szalenie mistrzowskiej technice wykonania dzieła.


Podczas tegorocznej czterdziestej trzeciej już odsłonie Art Basel były dzieła, do których się pielgrzymowało. Obraz Amerykanina Marka Rotkho „Untitled” (1954) prezentowany przez Galerię Marlborough z Londynu wyceniono na bagatela 78 milionów dolarów. To już inna hala i inna historia. Tutaj przed obrazem postawiono ochroniarza, niemalże jak w paryskim Luwrze podczas obserwowania autentycznej Mony Lisy (choć tam spogląda ona za kilkoma warstwami szyby pancernej). Warto dodać dla porównania, że obraz Muncha „Krzyk” poszedł w maju w Nowym Jorku za bagatela 120 milionów dolarów.

Juwenilia z lat 50. XX wieku, czyli wczesne dzieła – ryciny na papierze z czasów młodości Andy’ego Warhola pojawiły się po przeciwnej stronie od boksu Galerii Marlborough dzięki Galerii Daniel Blau z Monachium. Warto było obejrzeć dojrzewanie kreski Warhola do jego późniejszych sitodruków. Niewielu z nas wie, że Warhol, będący dobrym rysownikiem zaczynał jako ilustrator dla nowojorskich czasopism.


Jeff Koons to artysta, o którym wszelkie liczące się amerykańskie gazety codzienne napisały już wszystko. Dwa z jego dzieł „Untitled. Girl with Dolphin and Monkey” (2006) oraz “Inflatable. Yellow Flower” (2011) prezentowano podczas tegorocznych Targów. Koonsa nie sposób nie komentować. To tania sztuka wyższa. Uczeń który przerósł mistrza, artystyczny wnuk Andy’ego Warhola. Wracając do gwiazdy “Baywatch” , to ona jest jedną z inspiracji artysty. Być może dlatego Pamela Anderson zagościła w czwartkowy wieczór Basel?

Polskie akcenty to przede wszystkim Galeria Andrzeja Starmacha z Krakowa. Dzieła, będące już unikatami tj. Aliny Szapocznikow i Romana Opałki to kolekcjonerska klasa światowa. Ponadto pośród wyżej prezentowanych znalazły się dzieła między innymi Władysława Strzemińskiego i Henryka Stażewskiego. W tej samej hali znajdowała się warszawska Galeria Foksal, mająca wśród artystów Pawła Althamera, Monikę Sosnowską, Paulinę Ołowską czy Artura Żmijewskiego.

Galeria Raster to znów inna, młoda hala targowa Art Statements. Grupa „Slavs and Tatars” reprezentowana przez Raster pokusiła się o artystyczną polemikę z pojęciem Euroazja. Tym bardziej, że świat artystyczny widzi Euroazję raczej z okien samolotów kursując między Paryżem a Tokio.

Osobiście najlepsze wrażenie? Fundacja Hansa Meyera z dziełem Szwajcara Jeana Tinguely’a „Snow White and The Seven Dwarfs or The Witches” (1985). To dzieło prezentowane wielokrotnie w różnych galeryjnych przestrzeniach jest kwintesencją użycia mechaniki w sztuce. Osiem złowrogich postaci wykonanych z żelaza, metalu, aluminium przybranych w zwierzęce czaszki i koronki na przemian otwierają i zamykają swój mechaniczny fizys. To jak najstraszliwsza fabryka zabawek z XIX wieku. A może nawet ten taneczny pochód maszyn to rodzaj apokalipsy? Skojarzenia pędzą szybko w rytm 220 woltów ośmiu maszyn Tinguely’a.

Gigantyczny wernisaż Art Basel dobiegł końca. Róg obfitości, jakim uraczyli widzów organizatorzy tegorocznych Art Basel przyniósł wiele dyskusji i celnych komentarzy. Przede wszystkim sztuka nie ma być snobistycznym drogim lunch’em. To przystawka, po którą każdy może sięgnąć i mieć apetyt na więcej. W gruncie rzeczy sztuka jest trochę jak Super Bowl.


43. Międzynarodowe Targi Sztuki Art Basel, Szwajcaria, 14 – 17 czerwca 2012
Trwa ładowanie komentarzy...